Singapur widziany dwoma parami oczu

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jest 6:30 i zaraz wychodzę do pracy (żeby zdążyć na samolot o 17 do Kota Kinabalu), ale za dużo wrażeń żeby o nich nie pisać.

Jonas przyleciał tydzień temu cały i zdrów, zachwycony Swissem (Moim zdaniem w stosunku do każdej innej linii lotniczej jest sceptyczny a Swiss jest dla niego synonimem jakości. Ale tutaj zahaczam o szwajcarski światopogląd, a nie o tym ten blog. No i trzeba Swissowi przyznać że jest więcej niż niezły). Nie cierpiał z powodu zmiany strefy czasowej W OGÓLE (chyba ja byłam bardziej zmęczona w ten weekend niż on), a już drugiego dnia poszliśmy biegać, podczas gdy dużo biegaczy pasjonatów w tym klimacie się poddaje. Ja dumna że zrobiłam moje pierwsze… 7 km: P

Najbardziej cieszę się, że Jonasa to miasto zachwyciło tak jak mnie i zwraca uwagę na podobne aspekty:  

  • zieleń, kwiaty i ptaki- droga do stacji metra to już jak wizyta w egzotycznym parku
  • nowoczesna architektura – byliśmy na kolacji w najwyżej położonej restauracji (62 piętro) i widok stamtąd na miasto nocą i pokaz świateł… niesamowite i zilustrowane w filmie Marina Bay Laser Show from 1-Altitude
  • ile w tym mieście życia i ile ciekawych rzeczy się dzieje przy równoczesnym SPOKOJU jak na metropolię tych rozmiarów gardens by the bay lightshow
  • odległości – cokolwiek, co wydaje się być blisko jest dalej niż by się wydawało
  • idealny porządek i czystość w centrum i względny na obrzeżach, np. w naszej dzielnicy, ale i tak konkurujący ze szwajcarskim
  • dużo mniejsza ilość „białych” niż się spodziewaliśmy
  • azjatycki angielski… zagadka!
  • ceny jedzenia: pełnowartościowy obiad kosztuje połowę ceny kawy
  • ceny w druga stronę : kto by pomyślał że tutaj chleb czy cytryna będzie kosztować dwa razy tyle co w Szwajcarii, a najprostsza sałatka dwa raz tyle co mięso z ryżem i warzywami
  • uprzejmość tutejszych – są tak pomocni i odnoszą się z ogromnym szacunkiem do drugiej osoby. (ludzie to temat rzeka na osobnego posta)
  • fenomen kolejki – patrz galeria
  • deszcz – nie ma czegoś pomiędzy „kropi” i „leje” – również odsyłam do filmu sigapurski deszcz
  • jak można zmarznać wewnątrz i spocić się idąc ulicą trzy minuty. Ilość wydzielonego potu zależy od wilgotności i tak na przykład jednego dnia docieram do pracy sucha i z w miarę prostym włosem, innego dnia po przyjściu do biura mam mokry kark (wybaczcie naturalistyczny opis)
  • ilość centrów handlowych – na głównej ulicy handlowej jest między 5 a 10 wielkich kompleksów wielkości Galerii Krakowskiej.

Obecnie jesteśmy też świadkami żałoby narodowej po śmierci byłego Premiera, „twórcy” potęgi Singapuru. Dzięki niemu małe, portowe miasto z niecałymi 2 milionami mieszkańców zamieniło się w metropolię o światowym znaczeniu:

http://swiat.newsweek.pl/singapur-zmarl-tworca-singapuru-lee-kuan-yew-kim-byl-lee-kuan-yew-,artykuly,359695,1.html

Media tutaj mówią o Lee Kuan Yew cały czas. Myślę, że społeczeństwo przeżywa to podobnie, jak my śmierć Papieża czy wypadek tupolewa. Gdy szłam wczoraj do pracy z bukietem kwiatów z wiadomych niektórym powodów 😉 sprawiałam wrażenie, że wybieram się do trumny byłego ministra gdzie w rzeczywistości ludzie czekają w KILKUKILOMETROWEJ kolejce i średni czas stania wczoraj wynosił 8 (słownie OSIEM) godzin. To ich bohater.

Pora do pracy. Po pracy samolot do Kota Kinabalu, potem czeka nas 4 tysięcznik – Mt Kinabalu (z przewodnikiem! Rodzice, Agata, nie martwcie się!:) ) i malownicze wybrzeże Borneo. Powrót w niedzielę wielkanocną

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s