Kolejna porcja wrażeń

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Narzeczonego odprawiłam z wielkim smutkiem w minionym tygodniu i miałam mieć więcej czasu dla siebie… Natomiast ku mojemu niezadowoleniu wkręcam się w to samo błędne koło, z którego miałam wyjść: zaczynam mieć tutaj kalendarz wypełniony po brzegi i plany na kolejnych kilka miesięcy… Jak mówi trenerka medytacji oddechowej (nie mamo, żadna sekta!) żeby zmienić rutynę potrzeba 20 dni i drugie 20 żeby się do nowej rutyny przyzwyczaić. Jestem w 6 dniu więc daje sobie jeszcze 14 na to, żeby żyć chwilą i nie wybiegać zbyt daleko w moich planach 🙂 A propos kalendarza to… przyłapałam się na tym, że zapominam jaki jest miesiąc!!! bo niby po czym to poznać, gdy codziennie jest to samo lato?!

A teraz ostatnie wrażenia. Zaczynając od końca:

  • piszę dzięki uprzejmości sąsiadów – pozwolili mi korzystać ze swojego internetu. Sąsiadka nawet nie wie, jaką mi sprawiła radość. Chinka, prawie nie mówi po angielsku, a gdy mówi… z chęcią nagrałabym ją żeby Wam pokazać… generalnie „is” i „are” w jej słowniku nie istnieje, natomiast zagęszcza sobie wypowiedź różnymi „aaaaa” „ooooo” itp, co jest dla azjatyckiego angielskiego bardzo typowe i przezabawne. Dzięki rekomendacjom sąsiadki mam również całkiem przytulny bambus na balkonie i kwiaty a nawet pietruszkę i bazylię…
  • z ziołami wiąże się kolejna historia o tutejszych. Zacznijmy od tego, że upał i wilgoć najwidoczniej przepaliły mi i Jonasowi jakieś złączenia nerwowe odpowiedzialne za zabieranie zakupionych towarów ze sklepu. Jonas nakupił pieczywa w „Swiss Bake” (najlepsza piekarnia w Singapurze oczywiście jest „szwajcarska” ) i ten chleb po 3 tygodniach chyba dalej tam leży. O kolejnym chlebie przypomnieliśmy sobie w drodze powrotnej. Po 2 godzinnej przeprawie przez hipermarket „Mustafa Mustafa” (co jest tematem na osobnego posta, bo ten sklep to jakiś fenomen!) również w drodze do domu przypomnieliśmy sobie o tosterze. Na szczęście zostawiliśmy go w tak dziwnym miejscu, że nie sposób, żeby ktoś oprócz nas mógł go znaleźć. Mogę więc zajadać na śniadanie słynne Kaya toast (Kaya, czyli kokosowy dżem, robiona jest z mleka kokosowego, jajek i pandanu). Po powrocie z centrum ogrodniczego zdałam sobie sprawę, że moje świeże zioła nie weszły razem z nami do taksówki. Dzwoniłam do sklepu – nie znaleźli. Pojechałam osobiście po weekendzie – nie ma. 5 dni później dzwoni telefon… „może pani przyjechać, mamy świeżą dostawę ziół to sobie pani coś wybierze” !!! W sklepie czekała na mnie paczka z dokładnie tym, czego zagubienie zgłosiłam, warta 20 dolców! nie, nie znaleźli mojej zguby, po prostu pomyśleli, że dadzą mi to czego nie wzięłam! Azjaci są wg mnie wspaniałomyślni, pomocni i niesamowicie bezinteresowni. Ludzie, z którymi mam tu bliższy lub dalszy kontakt zasługują na osobny wpis, natomiast jednym zdaniem już wiem co miał na myśli kolega, który przed wyjazdem mówił mi: „przekonasz się, jak zachodni świat jest egoistyczny w porównaniu do Azji”, a ja nie chciałam mu wierzyć…
  • ten sam kolega, który studiował w Singapurze, powiedział mi jeszcze jedną, mądrą rzecz i miał zupełną rację. Powiedział, że mi, będąc w związku, w Singapurze będzie wygodnie, bo: „biali”, przyjeżdżają tu po Azjatki, a Azjaci nie zwracają na białe dziewczyny uwagi, bo to nieosiągalna kategoria. Niewiarygodne, ile jest par: Pan w dojrzałym wieku, biały emeryt z przepiękną Azjatką w moim wieku! Jedyna grupa, która zwraca uwagę na białe dziewczyny to Hindusi i Arabowie ! natomiast mój przyszły mąż tak wspaniale parodiuje hinduski akcent, że nic mi więcej do szczęścia nie trzeba!
  • pokrótce jeszcze o ludziach – wczoraj byłam na kolacji z ludźmi z pracy: 2 Koreankami i Pakistańczykiem i warto było wybrać się mimo zmęczenia. Odkryłam dzięki nim kolejną urzekającą ulicę, Club Street. W uroczych tradycyjnych domkach bary, restauracje, pełno ludzi w sobotni wieczór, rewelacja. Trafiliśmy do hiszpańskiego baru tapas, gdzie wreszcie ja mogłam komuś wytłumaczyć czym jest poszczególna potrawa i mogłam, co nie udaje się nawet kelnerom, dowiedzieć się jak to się stało, że pracuje tam kucharz, który mówi tylko po hiszpańsku… Nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać, gdy moi znajomi szukali w menu… pizzy… Mieliśmy fantastyczną rozmowę. Ja, z rozdziawioną buzią słuchając o ich karierze. Koleżanka z 7-letnim doświadczeniem w Japan Airlines wie wszystko co się dzieje na lotnisku od odprawy do odlotu. Druga spędziła rok w Katarze pracując dla Qatar Airways, a kolega był ze SwissAirem, gdy Swissair splajtował i był z Etihadem, gdy ten raczkował, miał zaledwie kilka samolotów i nie latał za ocean. Po raz pierwszy dowiedziałam się co muzułmanin z Pakistanu, którego ojczystym językiem jest Kurdu myśli o terroryzmie (w skrócie: „gdyby w którejś z naszych świętych ksiąg było napisane, że mamy w imię religii zabijać, to pierwszy bym to zrobił!”) o ludziach ginących w Katarze podczas przygotowań do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, o szejkach i arabskim bogactwie. BARDZO wzbogacająca i otwierająca oczy rozmowa
  • jako przeciwwaga dla terroryzmu: kilka słów o bezpieczeństwie. Spójrzcie na poniższe zdjęcie! ukradziono rower i oto proszę ukazała się tablica, że w tym miejscu dokonano kradzieży roweru, szukają świadków. Pewnie jeden taki ewenement na rok się zdarzył a na pewno jedyny w dzielnicy! A toż mój rower 20 letni znikną nawet sprzed genewskiego mieszkania i nawet nie przyszło mi do głowy, że policja byłaby tym zainteresowana.
  • jestem tu 1,5 miesiąca i ugotowałam do tej pory dwie potrawy: jajecznicę i jajko na twardo. Wszędzie jest TYLE jedzenia, pysznego, świeżego i taniego, że nie ma sensu zabierać się do gotowania. Właśnie zdobyłam niedzielny obiad za 3 dolary.
  • myślałam, że Polacy uwielbiają gratisy i wszelkie „za darmo”, natomiast mamy konkurentów. W zeszłym tygodniu można było dostać darmową gałkę loda. Widzę z okna biura kolejkę, na oko 15 minut stania więc zbieramy się na małą popołudniową przerwę. Dochodzimy na miejsce… okazuje się, że to co widziałam było jakąś 1/5 tej kolejki. Kto został: dwóch kolegów z Singapuru. Oni po prostu uwielbiają stać w kolejkach!!! czy to godzinę po darmowego loda, czy to 8 godzin na grób byłego Premiera, czy też równiutko do metra w godzinach szczytu.

Tak, jest mi tu wspaniale, mnóstwo wrażeń i to jak do tej pory samych pozytywnych. Będąc tak daleko bardzo cieszy mnie entuzjazm i wsparcie wielu osób co do mojego wyjazdu, bloga, miłe słowa i zainteresowanie. Świat skurczył się dla mnie i Jonasa, zmieniła się perspektywa patrzenia na świat i z pewnością wiele się uczę: nie tylko o Azji, ale też o sobie samej i innych… Przewartościowuje się dużo spraw i będąc daleko uświadomiłam sobie jedno: dopóki moja siostra przy piątce dzieci ma czas na długiego Skype, dopóki wiele zapracowanych i bardzo zajętych osób ma czas być na bieżąco z moim życiem i włączać mnie w swoje własne, bez względu na 12 tysięcy kilometrów odległości, od nikogo kto ma facebooka i telewizję nie przyjmuję wytłumaczenia o ciągłym braku czasu. A przede wszystkim wymazuję „nie mam czasu” ze swojego słownika. Przekonuję się, że przy dobrej woli można być prawie tak obecnym w czyimś życiu, jakby było się blisko bez względu na odległość. Przekonuje się też, że dla niektórych „Sama jestem sobie winna”: wybrałam wyjazd tak daleko, więc nie mogę już liczyć na to żebym mogła być tak bliską osobą jak byłam do tej pory. Chcę mieć czas na Skype, na maila czy nawet na krótką wiadomość i żaden „brak czasu” mnie z tego nie zwalnia. Co może być ważniejsze od możliwości spełniania siebie równocześnie będąc obecnym w życiu najbliższych? Ten ciągły brak czasu, to współczesna choroba.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s