Singapur moimi ścieżkami (czyli uproszczona wersja przewodnika po Singapurze)

Zmotywowana kolejną wizytą, która przybywa do Singapuru już za kilka dni, postanowiłam opublikować wskazówki, które do tej pory wysyłałam kolejnym przebywającym u mnie gościom.

Moim gościom staram się pokazać nie tylko „przewodnikowy” Singapur, ale chcę przede wszystkim żeby zobaczyli to miasto moimi oczami. Co na mnie robi tu wrażenie, gdzie osobiście lubię spędzać czas, jak wygląda lokalne życie tutaj, gdzie można najpyszniej zjeść w najbardziej autentycznym otoczeniu itp.

Tak powstał poniższy zbiór rekomendacji i zaleceń, którymi dziś publicznie się dzielę 🙂 Czytaj dalej

Nie przecieraj oczu… to HAZE

haze

Jedna z rzeczy najbardziej egzotycznych w Sinagapurze towarzyszy mi codziennie od ponad miesiąca a mianowicie HAZE. 

Od rano do wieczora jest mglisto i szaro-buro nawet gdy świeci słońce a wszystko przez… wypalanie lasów w Indonezji, a dokładniej na Sumatrze. Mimo, że lasy wypalane są w ogległości 100-200 km od Singapuru, z wiatrem smog nadciąga na miasto. Nie ma zapachu, sprawia tylko, że powietrze wydaje się jeszcze cięższe niż na co dzień. Media podają codziennie prognozy i stopień zanieczyszczeń.

Czytaj dalej

Festiwal Głodnego Ducha

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Już jakiś czas temu wspominałam o dziwnych beczkach w których paliło się kadzidło, na środku osiedla przed które przechodzę idąc do pracy. Otóż w zeszłym tygodniu owe beczki rozmnożyły się a trawniki pełne są dekoracji w stylu: kadzidła, ciasta, jedzenie, napoje, pomarańcze… jakby ołtarzyki z nich zbudowane…. W piekarni sprzedają ciasta w dziwnym kształcie korony. Przypadkiem w pracy usłyszałam o co chodzi…

Czytaj dalej

Kolejna porcja wrażeń

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Narzeczonego odprawiłam z wielkim smutkiem w minionym tygodniu i miałam mieć więcej czasu dla siebie… Natomiast ku mojemu niezadowoleniu wkręcam się w to samo błędne koło, z którego miałam wyjść: zaczynam mieć tutaj kalendarz wypełniony po brzegi i plany na kolejnych kilka miesięcy… Jak mówi trenerka medytacji oddechowej (nie mamo, żadna sekta!) żeby zmienić rutynę potrzeba 20 dni i drugie 20 żeby się do nowej rutyny przyzwyczaić. Jestem w 6 dniu więc daje sobie jeszcze 14 na to, żeby żyć chwilą i nie wybiegać zbyt daleko w moich planach 🙂 A propos kalendarza to… przyłapałam się na tym, że zapominam jaki jest miesiąc!!! bo niby po czym to poznać, gdy codziennie jest to samo lato?!

A teraz ostatnie wrażenia. Zaczynając od końca:

Czytaj dalej

Singapur widziany dwoma parami oczu

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jest 6:30 i zaraz wychodzę do pracy (żeby zdążyć na samolot o 17 do Kota Kinabalu), ale za dużo wrażeń żeby o nich nie pisać.

Jonas przyleciał tydzień temu cały i zdrów, zachwycony Swissem (Moim zdaniem w stosunku do każdej innej linii lotniczej jest sceptyczny a Swiss jest dla niego synonimem jakości. Ale tutaj zahaczam o szwajcarski światopogląd, a nie o tym ten blog. No i trzeba Swissowi przyznać że jest więcej niż niezły). Nie cierpiał z powodu zmiany strefy czasowej W OGÓLE (chyba ja byłam bardziej zmęczona w ten weekend niż on), a już drugiego dnia poszliśmy biegać, podczas gdy dużo biegaczy pasjonatów w tym klimacie się poddaje. Ja dumna że zrobiłam moje pierwsze… 7 km: P

Najbardziej cieszę się, że Jonasa to miasto zachwyciło tak jak mnie i zwraca uwagę na podobne aspekty:   Czytaj dalej

Tydzień drugi

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jak do tej pory jedyny mój problem w tym mieście jest taki, że dzieje się tu za dużo. Cały tydzień, 24, no żeby nie przesadzić jakieś 18 godzin na dobę. Mój charakter maksymalisty sprawia, że ciężko mi te wszystkie możliwości omijać. Pogoda również nie zachęca, aby zasiąść w domu przed komputerem. Na razie samo spacerowanie po tym mieście bez konkretnego celu jest fascynujące. Ale żeby nie wpaść w kolejne błędne koło stresu i zmęczenia, dziś wieczór w domu i nadrabianie blogowo-mailowych zaległości.

Sama dziwię się, jak szybko udało mi się zaaklimatyzować. Czuję się jak u siebie (nawet gdy czasem tracę rozeznanie gdzie jestem). Nawet chyba trochę mniej się już pocę 🙂 Nie uważam Singapuru za idealne miejsce do życia (Europa z całym jej dziedzictwem kulturowym jest nie do przebicia), natomiast idealne miejsce do bycia (na jakiś czas) na pewno!

Czytaj dalej

POCZĄTEK

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dziś upływa tydzień, odkąd się tu znalazłam. Dwa dni odkąd opadło oszołomienie i stąpam dwoma nogami po singapurskiej Ziemi.

Na pewno szybką aklimatyzację ułatwiło doświadczenie w przeprowadzkach (choć do tej pory nie było to nigdy o dalej niż klika tysięcy kilometrów) oraz znalezienie lokum jeszcze przed przyjazdem (i tutaj ukłon w stronę Maćka za jego nieoceniona pomoc, jeśli kiedykolwiek to przeczyta:).

Tak więc od 7 dni tutaj jest mój nowy dom.

Czytaj dalej