Zachodni indywidualizm a wschodni kolektywizm

trzech filozofów zgromadzonych na agorze w piątkowy wieczór...

trzech filozofów zgromadzonych na agorze w piątkowy wieczór…

Jedną z największych miłych niespodzianek Singapuru są ludzie.

Wspominałam już i wspomnę jeszcze wielokrotnie, jak nie wierzyłam koledze, który studiował w Singapurze i przed przyjazdem tutaj powiedział mi: „w Azji zdasz sobie sprawę jakimi egoistami są Europejczycy… Teraz przyznaję mu rację.

Uwielbiam Singapur za morale. Nawet jeśli lokalni uwielbiają shopping i nie wypuszczają z ręki smartphona, są dużo mniej powierzchowni niż przeciętny człowiek Zachodu. Nie pamiętam takich rozmów z kolegami z pracy w Europie, jakie na co dzień odbywam w Singapurze.

Czytaj dalej

Nie przecieraj oczu… to HAZE

haze

Jedna z rzeczy najbardziej egzotycznych w Sinagapurze towarzyszy mi codziennie od ponad miesiąca a mianowicie HAZE. 

Od rano do wieczora jest mglisto i szaro-buro nawet gdy świeci słońce a wszystko przez… wypalanie lasów w Indonezji, a dokładniej na Sumatrze. Mimo, że lasy wypalane są w ogległości 100-200 km od Singapuru, z wiatrem smog nadciąga na miasto. Nie ma zapachu, sprawia tylko, że powietrze wydaje się jeszcze cięższe niż na co dzień. Media podają codziennie prognozy i stopień zanieczyszczeń.

Czytaj dalej

Festiwal Głodnego Ducha

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Już jakiś czas temu wspominałam o dziwnych beczkach w których paliło się kadzidło, na środku osiedla przed które przechodzę idąc do pracy. Otóż w zeszłym tygodniu owe beczki rozmnożyły się a trawniki pełne są dekoracji w stylu: kadzidła, ciasta, jedzenie, napoje, pomarańcze… jakby ołtarzyki z nich zbudowane…. W piekarni sprzedają ciasta w dziwnym kształcie korony. Przypadkiem w pracy usłyszałam o co chodzi…

Czytaj dalej

Hongkong – to nie dla mnie

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Między Hongkongiem a Singapurem toczy się walka niczym między Warszawą a Krakowem, Madrytem i Barceloną. Tylko, że przepaść dużo głębsza.

Przed wyjazdem słyszałam od znajomych, że na pewno do Hongkongu nie raz wrócę, że jest dużo ciekawszy niż Singapur, że więcej się tam dzieje… Jeśli kiedykolwiek tam moja noga postanie to gdy znajdę, kogoś kto tam mieszka i będzie mógł mi pokazać na czym ten urok Hongkongu polega, bo z perspektywy turysty nie zauważyłam go.

Czytaj dalej

Czego nauczyłam się w Azji w kwestiach CIAŁA i ZDROWIA

body clockDziś w pracy czułam się wykończona. Sama sobie jestem winna: zbyt wielu aktywnościom się ostatnio oddawałam i zarywałam noce. Organizm od wczoraj protestuje na sam zapach kawy, gdyż dostał jej ostatnio za wiele. Po południu zmęczenie i totalny brak energii zajadałam czekoladą, żeby choć na chwilę się pobudzić i wytrwać chociaż do 5.30 na jakotakich obrotach. Marzyłam o tym żeby teleportować się do domu, rzucić się na łóżko i tak sobie wegetować aż energia powróci. (Nie)stety dziś również miałam umówioną już od paru miesięcy kolację z kolegą z biura w Sydney i podczas gdy cały mój zespół jest poza Singapurem, tylko ja mogłam ich reprezentować w dość ważnej dla mnie kwestii. Czułam, że jeśli się nie wyciszę a zarazem nie pobudzę, to nawet jeśli na kolację pójdę, pożytku tam ze mnie nie będzie. Z pomocą przyszedł mi karnet na jogę.

Czytaj dalej

Borneo – pierwsze wakacje w Azji

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dlaczego zaczęliśmy od Borneo? Za rekomendacją szefa, dzięki któremu się w Singapurze znalazłam… Opowiedział mi jak po wspinaczce na Mount Kinabalu przez tydzień nie mógł chodzić po schodach i zaakceptowałam wyzwanie. Inny kolega opowiadał o nurkowaniu na wyspach… I ułożyło się to w logiczny plan 10 dni w Malezyjskiej części Borneo.

Czytaj dalej

Kolejna porcja wrażeń

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Narzeczonego odprawiłam z wielkim smutkiem w minionym tygodniu i miałam mieć więcej czasu dla siebie… Natomiast ku mojemu niezadowoleniu wkręcam się w to samo błędne koło, z którego miałam wyjść: zaczynam mieć tutaj kalendarz wypełniony po brzegi i plany na kolejnych kilka miesięcy… Jak mówi trenerka medytacji oddechowej (nie mamo, żadna sekta!) żeby zmienić rutynę potrzeba 20 dni i drugie 20 żeby się do nowej rutyny przyzwyczaić. Jestem w 6 dniu więc daje sobie jeszcze 14 na to, żeby żyć chwilą i nie wybiegać zbyt daleko w moich planach 🙂 A propos kalendarza to… przyłapałam się na tym, że zapominam jaki jest miesiąc!!! bo niby po czym to poznać, gdy codziennie jest to samo lato?!

A teraz ostatnie wrażenia. Zaczynając od końca:

Czytaj dalej